Już po raz szósty wnęka na drugim piętrze i sala nr 13 na dwa dni wypełniły się pasjami i talentami — niemal pięćdziesięciu artystów pokazało nam, co też im w duszy gra, śpiewa, tańczy. Choć jak co roku królowały wstępy muzyczne, nie narzekaliśmy na nudę. Był kabaret, skądinąd wspaniale zagrany, etiuda filmowa, Mickiewicz w rockowo-hiphopowej odsłonie, był też stepujący profesor Sambierski.
Dla mnie w naszej dwudniowej Kawiarni… najpiękniejsze jest wszystko, co niezaplanowane, czego nie uda się przewidzieć szefom i organizatorom (a sporo jest takich rzeczy, szczerze mówiąc). Na przykład „ujemne opóźnienie” – występ skończył się parę minut za wcześnie, następni artyści niegotowi, a publiczność nie może czekać. Więc konferansjerzy – Hubert Miłkowski i Piotr Pacześniak – zapraszają na scenę Maję, Jankę, Lilę i wszyscy śpiewają „Kolorowy wiatr”. A śpiewają pięknie, oczywiście.
Szczególny klimat KAWY tworzą nie tylko artyści (oni tworzą przede wszystkim, ale jedynie przez kilka godzin). KAWA zaczyna się już kilka tygodni wcześniej, gdy ponownie dociera do nas, że możemy zrobić coś razem. Poznać twarze z korytarza od zupełnie nie-szkolnej strony. Zaangażować się i potem mieć satysfakcję, że przynajmniej mała część naszych planów wyszła tak, jak sobie wymarzyliśmy.